Tożsamość i szeroki horyzont – rozmowa z ks. prof. Bogusławem Milerskim, teologiem ewangelickim i pedagogiem, rektorem ChAT

O tożsamości ewangelickiej i teologii reformacyjnej w XX wieku – rozmawiamy z ks. prof. Bogusławem Milerskim, luterańskim teologiem, pedagogiem, rektorem Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie (ChAT).


Podczas kazania reformacyjnego w kościele Świętej Trójcy w Warszawie powiedział Ksiądz Profesor, że człowiek w protestantyzmie stoi sam. Czy to nie jest tak, że żyjemy w takich czasach, że indywidualizacja ustępuje pragnieniu wspólnoty i przynależności? Czy tak mocno zindywidualizowany protestantyzm nie wiąże sobie rąk?

Podkreślenie jednostkowości i pewnego poczucia samotności wcale nie musi wykluczać wspólnotowości. W rzeczywistości mamy do czynienia z różnymi postaciami protestantyzmu, ale zarówno tradycja wittenberska, jak i genewska podkreślają znaczenie wspólnoty. Czynią to jednak na innym poziomie aniżeli płaszczyzna „drogi zbawienia”. Przykładem może być rozumienie Kościoła jako wspólnoty komunikacyjnej. W protestantyzmie człowiek jest powołany, aby niezależnie czytać i interpretować Pismo. Tym niemniej swoje interpretacje musi wpisywać w procesy komunikacyjne, które dokonują się właśnie w Kościele. W tym sensie wierzący człowiek jest włączony w życie wspólnoty. Myślę, że należy rozdzielać sam akt zbawienia konkretnego człowieka od chrześcijańskiego życia we wspólnocie. To jest mniej więcej taka sama dialektyka jak pomiędzy wiarą a rozumem –  w porządku życia liczy się rozum i konieczność współpracy w kontekście racjonalnego działania, a w porządku zbawienia – wiara. Rozum nie atomizuje życia, a czyni go wspólnotowym i – co jest równie ważne – solidarnym.

Ale jak to przetłumaczyć na język współczesnego człowieka, często wypłukanego z religijnego słownictwa? Również hasła reformacji – nie tylko XIX-wieczne sola – ale także sztandarowe hasło ‘usprawiedliwienia z łaski przez wiarę’, jak i wiele innych treści biblijnych są nieczytelne.

Język religii jest językiem żywym i rolą Kościołów i teologów jest jego nieustanne ożywianie. Pytanie jest tylko o granice tego ożywiania. Mamy wiele prób reinterpretacji tradycyjnych treści religijnych i zawsze powstaje pytanie o granice i źródło, z jakiego te pojęcia się wywodzą. Jest to kwestia odpowiedzialności każdego z Kościołów, na ile można sobie pozwolić na próby nieustannej pogoni za zmieniającymi się czasami. Przykładem tego, że mamy również tendencje odwrotne, są różnego rodzaju fundamentalizmy, które na nowo i dosłownie próbują odczytywać przekaz Biblii. Ta sytuacja istnieje właściwie od zawsze, nie tylko w chrześcijaństwie, ale także w innych religiach.

Jednak to szczególnie w protestantyzmie najpóźniej od konfesjonalizacji i innych zmian zachodzących w rodzinie chrześcijaństwa protestanckiego zogniskowały się dwie skrajne perspektywy – albo wtapiamy się w tłum i idziemy z duchem czasu, co zarzuca się liberalnym Kościołom głównego nurtu, a z drugiej okopujemy się w XVI-wiecznej apologetyce i gniewnie skonstruowanych fundamentalizmach. Jak znaleźć ów mądry środek? Mamy coś do zaproponowania?

To napięcie nie cechuje tylko protestantyzmu, ale jest charakterystyczne również dla katolicyzmu – mamy przecież lefebrystów i rygorystyczne tendencje odczytywania tradycji i Pisma. Z drugiej strony mamy cały modernizm katolicki z jego próbą asymilacji do nowych czasów. Nie kierowałbym tej konstatacji tylko pod adresem protestantyzmu. Ten fenomen dotyczy każdego wyznania i religii zachodniego kręgu kulturowego. Niewątpliwie teologia protestancka, przynajmniej przez ostatnie kilkaset lat, była tą teologią, która przekraczała granice i pokazywała nowe perspektywy, i to zarówno, jeśli chodzi o sposób, obszar i język wypowiedzi.

I tu się pojawia zarzut, że za bardzo przekraczała i doprowadziła w wielu obszarach do rozkładu treści wiary.

Jeżeli popatrzymy na teologię tylko jako na funkcję Kościoła, intelektualny wymiar działalności Kościoła, no to rzeczywiście można stawiać takie zarzuty, ale teologia jest także nauką. Badania teologiczne muszą być prowadzone odpowiedzialnie, ale i w wolności. Teologia, która nie jest w stanie ukazywać nowych perspektyw nie jest dobrą teologią. W protestantyzmie mamy do czynienia właśnie z twórczym fermentem. Chciałbym jednak podkreślić coś innego i ważniejszego: kaznodziejstwo jako funkcję Kościoła, która wyrasta z ducha protestantyzmu. Kaznodziejstwo jest formą poszukiwania adekwatnych form wyrazu, które mogą trafiać również do współczesnych. Jeśli popatrzymy na tożsamość protestancką, to kaznodziejstwo jest czymś bardzo istotnym i właśnie wspólnotowym, nawet w warstwie symbolicznej, co wyraża chociażby status ambony w architekturze sakralnej kościołów ewangelickich.

Jak bardzo teologia protestancka XVI wieku, do której się nieustannie odwołujemy w ważnym okresie 500 lat reformacji, różni się od współczesnej teologii protestanckiej? Czy nastąpiło zerwanie, czy też jest wyraźna kontynuacja?

Teologia okresu reformacyjnego określa tożsamość Kościoła i jego wiernych, ale to nie jest też tak, że wyznacza ona standardy uprawiania teologii dzisiaj. Już samo spojrzenie na liczbę dyscyplin i kierunków teologicznych pokazuje, że jest ich znacznie więcej niż w XVI wieku. Inspiracje filozoficzne, literackie, historyczne czy kulturoznawcze są nieporównywalne z możliwościami, jakie mieli teolodzy reformacyjni. Podam przykład z badań w zakresie pedagogiki religii: mówimy, że teologia jest dyscypliną normatywną, bo rzeczywiście taką jest. Teologia zawsze reprezentuje normatywność przyjętą w danej tradycji wyznaniowej. Ale czy ktoś wyobrażałby sobie w XVI wieku badania empiryczne w teologii? Mamy nauczanie religii i przekazywanie treści religijnych, które nie zawsze przekładają się na język pojęć czy doświadczeń współczesnego człowieka. W związku z tym tworzy się na podstawie badań empirycznych katalogi typowych doświadczeń, tematów, pojęciowości, która przemawia do młodzieży i próbuje się je następnie uzgadniać z tradycyjnymi tematami teologicznymi. To już jest zupełnie inny sposób uprawiania teologii. W tym sensie teologia XVI-wieczna określa bardziej naszą tożsamość wyznaniową, tworzy jej pryncypia, ale współczesne badania mają znacznie szerszy zakres. Oczywiście możemy szukać odniesień, inspiracji dla nowych redefinicji, jak choćby postrzegania Kościoła w kategoriach wspólnoty komunikacyjnej, przyjmując, że w XVI wieku dokonano interpretacji Kościoła w kategoriach wspólnoty konsensu wyznania. Można przytaczać debaty teologiczne i zauważać analogie, ale prostego przełożenia nie ma. Bardzo ciekawym źródłem do badania teologii protestanckiej są nie tylko prace teologów, ale także filozofów, literaturoznawców i kulturoznawców. Oni wychodzą z innej perspektywy i wprowadzili interesującą kategorię uświadomienia, dowodząc, że pewne idee w stadium tworzenia niekiedy były sprzeczne ze sobą, ale jednak w historycznym procesie uświadomienia tożsamości protestanckiej wytworzyły się specyficzne interpretacje i zrozumienie treści religijnych. Mamy zatem do czynienia ze złożonym procesem, stąd też nie możemy mechanicznie wyprowadzać współczesnej tożsamości teologicznej jedynie ze stwierdzeń doby reformacji. Klasycznym przykładem jest tutaj ordynacja kobiet.

Dokładnie to, co Ksiądz Profesor mówi, jest jednym z flagowych zarzutów stawianych współczesnej teologii protestanckiej, że przestała koncentrować się na Bogu i poszukiwaniu prawdy, a pochłonięta jest demontażem samej siebie, niejako w owym interdyscyplinarnym rauszu.

Jeżeli chcielibyśmy streścić przekaz chrześcijańskiego orędzia to moglibyśmy powiedzieć: 2000 lat temu żył na świecie Jezus, urodził się w Betlejem, później głosił Ewangelię i czynił sprawiedliwość, następnie umarł i zmartwychwstał, aby zbawić „świat”. Tylko wydaje mi się, że te kilka słów to jednak trochę za mało, by trafić do współczesnego człowieka. Teologia jest rozwinięciem tego podstawowego kerygmatu. Można oczywiście powtarzać skondensowane treści, ale do wielu to nie przemawia.

Dla wielu owo orędzie jest po prostu ściemą

Owszem, jednak tam, gdzie mówimy o chrześcijańskim przesłaniu czy jakimkolwiek innym religijnym komunikacie, to bazujemy na wierze, która jest charakterystyczną perspektywą postrzegania rzeczywistości. U podstaw zawsze będzie wiara, mimo otwartości na inne impulsy.

W Niemczech, mateczniku XVI-wiecznej Reformacji, obchody jubileusz 500 lat reformacji nie wywołują tylu negatywnych emocji jak w Polsce. Po ekumenicznej inauguracji obchodów 500 lat reformacji z papieżem Franciszkiem w Szwecji, ze zdwojoną siłą pojawiło się w sieci mnóstwo nienawistnych komentarzy. W Niemczech udało się wypracować wspólne dokumenty, a w Polsce, gdzie wiernych z Kościołów reformacyjnych jest niewielu, hejt wyznaniowy jest nieproporcjonalnie większy. Dlaczego?

Protestantyzm jest jednym z fundamentów kultury niemieckiej. Trudno jest przecenić wpływ reformacji na kształtowanie się tożsamości społecznej i narodowej, w tym na rozwój języka niemieckiego. O tym uczą się dzieci w szkołach bez względu na to, czy są protestantami czy nie. W tym sensie protestantyzm jest w Niemczech tradycją i wyznaniem oswojonym. Nawet w tak zlaicyzowanych krajach związkowych jak Saksonia, gdzie zaledwie kilkanaście procent mieszkańców przyznaje się do jakiejkolwiek religii, reformacja jest dobrem kulturowym funkcjonującym niezależnie od elementu religijnego. Po prostu nie byłoby współczesnych Niemiec bez reformacji. Niedawno, z datą 31 października, ukazał się w opiniotwórczym tygodniku Der Spiegel tekst o charakterystycznym tytule „Luter – pierwszy wkurzony obywatel”. Spiegel nie jest czasopismem religijnym, a politycznym tygodnikiem opinii. Ukazał on Lutra jako kogoś zniesmaczonego stanem porządku publicznego, a nie w pierwszej mierze teologa poszukującego Boga. To kolejny dowód na to, jaką rolę Luter i reformacja odgrywają w niemieckiej świadomości społecznej. Kojarzeni są nie tylko z teologią, lecz również z procesami modernizacji życia społecznego.

W Polsce natomiast się mówi, że bez reformacji i Lutra nie byłoby rewolucja francuskiej, obozów koncentracyjnych i wielu innych okropieństw – przynajmniej taka jest narracja niektórych mediów rzymskokatolickich w Polsce i nie tylko mediów.

Trudno mi jako profesorowi polemizować na takim poziomie. To mniej więcej tak jakbym powiedział, że przyjęcie arystotelesowskiej metafizyki jako całościowej filozofii, legitymizującej późniejszą scholastykę, było przyczyną absolutyzmu i cierpień z nim związanych. To jest dokładnie ten sam poziom logiki wywodu. Przyjmujemy całościowy system metafizyczny, co w konsekwencji prowadzi do totalitaryzmu. To niedorzeczność.

Niedawno odbyły się na UKSW i ChAT wspólne obchody 200-lecia obecności teologii uniwersyteckiej w Warszawie. Na kilku niemieckich uniwersytetach fakultety teologii rzymskokatolickiej i ewangelickiej współistnieją obok siebie. Jak mocno zintegrowane są w Polsce środowiska teologiczne, oczywiście zachowując świadomość różnych proporcji i możliwości? Czy możemy mówić o współpracy i wzajemnej inspiracji środowisk teologicznych w Polsce.

Musimy przede wszystkim pamiętać, że kiedy mówimy o współpracy to musimy mieć na uwadze konkretne osoby. Myślę, że przy naszym skromnym potencjale kadrowym współpraca układa się bardzo dobrze. Mamy wielu sprawdzonych partnerów po stronie rzymskokatolickiej, którym możemy ufać i vice versa. Proszę zauważyć, że wiele przedsięwzięć naukowych opiera się na takiej współpracy. Przecież obchody 200-lecia obecności teologii uniwersyteckiej w Warszawie niczego nie zapoczątkowały, a pogłębiły coś, co już było. Ponieważ mamy ogromną dysproporcję liczbową to trudno jest mi powiedzieć, że całe środowisko teologów katolickich jest zaangażowane we współpracę, ale niewątpliwie jest to na tyle duża grupa osób, że możemy rozwijać nasze kontakty.

Jakie są oczekiwania Księdza Profesora dotyczące 500 lat reformacji

Rozróżniłbym nadzieje w warstwie religijnej i społecznej. Z perspektywy religijnej niezwykle istotne jest dla mnie doprecyzowanie własnej protestanckiej tożsamości – nie tylko w wymiarze wewnątrzkościelnym, ale również w relacji z innymi Kościołami protestanckimi. Nie mówię tutaj tylko o relacjach między luteranami i reformowanymi, ale też o Kościołach z tzw. drugiej reformacji. Bardzo ważne jest uświadomienie sobie wspólnych podstaw tożsamości protestanckiej, aby wyjść poza opłotki własnych lokalnych Kościołów. To jest dla mnie niezwykle istotne i myślę, że dzięki takim obchodom zamiar ten ma szanse na realizację. Natomiast w warstwie społecznej najważniejsze jest to, aby obchody 500-lecia Reformacji przyczyniły się do rozpowszechnienia wiedzy o reformacji, nie tylko w aspekcie religijnym, ale też społecznym poprzez uświadomienie, że protestantyzm był i jest elementem kultury polskiej i zapewnia łączność z szeroko rozumianą tradycją Zachodu.

A tak prywatnie?

Dla mnie osobiście protestantyzm jest ważny nie tylko z perspektywy religijnej, ale też dlatego, że uczy krytycznego myślenia, z dystansem odnosi się do autorytetów, zachęca człowieka do samodzielności osądów. Jednocześnie to wszystko posiada legitymację religijną – krytycyzm i samodzielność nie są wrogami religii, ale jej integralną częścią.


>> Kazanie reformacyjne ks. prof. Bogusława Milerskiego z 31 października 2016 r. wygłoszone w kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy w Warszawie


Bogusław Milerski (ur. 1967 r.), profesor ChAT, od 2012 r. rektor uczelni, doktor habilitowany nauk teologicznych i humanistycznych w zakresie pedagogiki, kierownik Katedry Pedagogiki Religii i Kultury, duchowny Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Specjalista w zakresie pedagogiki religii, teorii wychowania i teologii ewangelickiej. 1991-1993 stypendysta Diakonisches Werk na Uniwersytecie w Monachium. W latach 1996-2008 kierownik Ekumenicznego Instytutu Pedagogicznego ChAT, 2008-2012 prorektor ChAT. Członek Synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP i członek komisji trójstronnej Kościołów ewangelickich w Polsce. W latach 2007-2012 członek Rady Naukowej Institut für Diasporawissenschaft w Lipsku. Koordynuje współpracę ChAT z Uniwersytetem w Bonn, Wyższą Szkołą Ewangelicką w Norymberdze i Wyższą Szkołą Ewangelicką we Fryburgu Bryzgowijskim. Wykłada także w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Członek kolegiów redakcyjnych czasopism naukowych „Zeitschrift für Pädagogik und Theologie”, „Paedagogia Christiana”, „Studia z Teorii Wychowania”. Od 2012 kierownik grantu zespołowego finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki pt. „Racjonalność kształcenia szkolnego w perspektywie interesów poznawczych jego uczestników”.